Streszczenie: W tym tekście wracam do pytania, które coraz częściej staje się dla mnie ważniejsze niż „jak być szczęśliwą?”: jak dobrze przeżyć swoje życie? Bo czuć się dobrze to nie zawsze znaczy żyć dobrze, coraz bardziej interesuje mnie więc życie oparte na wartościach, miłości, odpowiedzialności i świadomych wyborach. Ostatecznie nie chodzi przecież o to, ile wiemy o świadomości, ale czy potrafimy świadomie żyć.
W ostatnich miesiącach, a może nawet latach, coraz mocniej i częściej zaczęło „wybijać” u mnie pytanie, jak dobrze, jak właściwie przeżyć swoje życie? Wcześniej, tak jak prawdopodobnie dla wielu osób na drodze rozwoju osobistego/ duchowego, najważniejszym pytaniem wydawało się być pytanie, jak być szczęśliwą/ szczęśliwym?
Chciałam po prostu dobrze się czuć, mieć dobre relacji, robić to, co lubię, czuć spokój, wolność, spełnienie, realizować marzenia itp. I nadal uważam, że to są oczywiście ważne kwestie. Ale dzisiaj czuję, że szczęście, czy raczej poszukiwanie szczęścia, to za mało, aby zbudować na tym życie, które ma sens. Coraz bardziej zaczęło mnie interesować, nie tyle życie, którego głównym celem jest czuć się dobrze, co dobre życie, właściwe życie, życie mające głębszy sens.
Każdy z nas może potwierdzić, że czuć się dobrze to nie to samo, co żyć dobrze.
Bo czyż naćpany narkoman nie czuje się dobrze?
Czuć się dobrze to nie to samo, co żyć dobrze.
A jednocześnie często bywa tak, że podjęcie długofalowo dobrej decyzji (np. nie zjem dzisiaj całej pizzy, bo wiem, że jutro będę się źle czuła, moje ciało nie będzie miało energii, a poza tym będę tyć) może być trudne w danym momencie (zwłaszcza gdy pizza pięknie pachnie i inni oblizują palce ;-)), wierność własnym wartościom może prowadzić do trudnych rozmów i trudnych sytuacji (np. „nie zrobię tego dla Ciebie, bo uważam, że jest to nieuczciwe a ja staram się żyć uczciwie, więc pomimo tego, że Cię lubię i zależy mi na tej relacji, nie mogę tego zrobić”), miłość wymaga rezygnacji z własnej wygody, odpowiedzialne decyzje nie są łatwe i nie dają natychmiastowej przyjemności.
Dlatego patrzę teraz na swoje życie z innej perspektywy. Nie szukam na siłę szczęścia, ekstazy czy życiowych odlotów, bo oprócz chwilowego szczęścia, takiego, o którym śpiewa się w tangach (jak się przekonałam będąc na koncercie „Tango z Rebeką” w wykonaniu Olgi Avigail Mieleszczuk oraz zespołu Tango Attack, np. ten ostatni raz spójrz w oczy me, czy daj mi tę jedną niedzielę, ostatnią niedzielę itp.), ważniejsze jest to, czy żyję w zgodzie ze sobą, czy wiem, co jest dla mnie naprawdę ważne, czy moje wybory i decyzje są z tym zgodne, czy kocham ludzi wokół siebie, czy jestem odpowiedzialna za życie, które tworzę (i czy np. zdaję sobie sprawę z konsekwencji, jakie może przynieść ta jedna ekstatyczna niedziela, a potem z nimi żyć, nie uciekać od nich, nie wypierać się, jeśli już zdażyło nam się ulec pokusie jednorazowej, ułudnej chwili szczęścia), czy jest w nim miejsce na Boga i dobro wokół mnie?
Jeśli spojrzę na koniec swojego życia i zadam sobie pytanie, czy dobrzeje przeżyłam, co sprawi, że odpowiem „tak”?
To zmienia trochę perspektywę, również na rozwój, czy kolejna metoda, kolejna praktyka, kolejny sposób na „lepszą wersję siebie”, rzeczywiście sprawia, że jestem lepszym człowiekiem? Odpowiedzialnym, uczciwym, kochającym, wnoszącym dobro? Czy po prostu poznaję kolejną metodę np. medytacji i potrafię dzięki temu medytować na 1500 sposobów?
Dlatego coraz bardziej interesuje mnie integracja tego wszystkiego w zwyczajne życie.
Bo ostatecznie nie chodzi o to, ile wiemy o świadomości, ale czy potrafimy świadomie żyć.
Jak żyjemy, kiedy nikt na nas nie patrzy? Jakich wyborów dokonujemy? Co robimy z darami, które otrzymaliśmy? Co pozostaje po naszym przejściu przez życie?
Nie mam stuprocentowo pewnej odpowiedzi na pytanie, jak dobrze żyć. Mam jednak poczucie, że to pytanie stawia kwestię życia we właściwej perspektywie.
Jestem ciekawa, co dla Ciebie oznacza „dobrze przeżyte życie”?
Żyj Świadomie.Twórz dobro.
Sylwia @Świadomy Wymiar
